Erotyczna Tajlandia

Miasto aniołów, wielkie miasto, wieczny klejnot, niezdobywalne miasto boga Indry, wspaniała stolica świata, wspomagana przez dziewięć pięknych skarbów, miasto szczęśliwe, obfitujące w ogromny pałac królewski, który przypomina niebiańskie miejsce, gdzie rządzi zreinkarnowany bóg, miasto dane przez Indrę, zbudowane przez Wisznu. Tak brzmi pełna, oficjalna nazwa Bangkoku, najbardziej erotycznego miasta świata.
Bangkok, Fot.: Tomasz Bonek
– Hay, sexy man – woła ktoś co chwilę na ulicach dzielnicy Patpong w Bangkoku, gdzie znajduje się przeszło tysiąc różnych klubów, barów, dyskotek, restauracji, w których turystom oferuje się rozmaite ciała. Podobnie jest w całej Tajlandii, a w szczególności w turystycznych miejscowościach nad Oceanem Indyjskim. Wśród nich najpopularniejsza jest Pattaya, która jeszcze trzydzieści lat temu była małą wioską rybacką. Dziś to wielki kombinat, który rocznie odwiedza kilka milionów przybyszów z Europy i Stanów Zjednoczonych, skuszonych gwarantowaną pogodą, ciągle niskimi cenami, wszechobecną erotyką oraz atrakcyjnymi ofertami klinik specjalizujących się w operacjach plastycznych, wszczepianiu implantów stomatologicznych i… zmianie płci. O Tajlandii mówi się coraz częściej Translandia.

Przemysł erotyczny wziął się, jak i w innych krajach Azji z biedy. Młode dziewczyny skuszone chęcią zarobienia sporych pieniędzy ciągną do miasta. Wystarczy, że któraś z koleżanek z wioski wyjedzie na chwilę do Pattayi, wróci w nowych ciuchach, telefonem komórkowym i paroma dolarami, by inne poszły w jej ślady. I choć prostytucja w Tajlandii jest nielegalna, to władze dają na nią ciche przyzwolenie.

Domów publicznych oficjalnie nie ma. W barach, klubach go-go są tancerki i tancerze. Stawki za dodatkowe usługi negocjuje się z nimi indywidualnie, a właściciele lokalu „jedynie” wynajmują pokoje swoim pracownikom. Oczywiście, to tylko fikcja na potrzeby dostosowania do obowiązującego prawa. Panie tańczą przy rurach i strzelają piłeczkami pingpongowymi z waginy – to najpopularniejszy numer w Tajlandii – za pieniądze właściciela klubu, a później dorabiają indywidualnie do stałej pensji, odprowadzając przy tym sowity haracz. Podobnie działają niezliczone salony masażu, które pod przykrywką zabiegów SPA oferują sex.

Erotyczne usługi oferują też coraz częściej transwestyci. Jak grzyby po deszczu mnożą się więc kluby, w których zatrudniani są mężczyźni po zmianie płci. Często są to piękne kobiety, które tylko niski głos zdradza, że urodziły się jako chłopcami. Profesjonalizm chirurgów maskuje nawet jabłka Adama, masywne dłonie, wąskie biodra. Niektóre nie przyznają się, że przeszły taką serię zabiegów…

Sexbiznes sprzyja też przestępczości, a przede wszystkim różnego rodzaju wyłudzeniom. Zdarza się, że ktoś kusi turystę tanią rozrywką, często całonocną, połączoną z konsumpcją alkoholu i narkotyków wprost z młodego ciała. Po usłudze żąda się bajońskich sum, a w razie odmowy zapłaty grozi się utratą życia, bądź – w najlepszym przypadku – poturbowaniem.

Ale Tajlandia ma do zaoferowanie wiele, wiele więcej. Wspaniałe zabytki, nobliwą kulturę, ciekawą muzykę oraz wspaniałą kuchnię, opartą na bogactwie smaków. Jedzenie jest tu chyba najwspanialsze na świecie. Mangostyny, smocze i wężowe owoce, cuchnące duriany, dwadzieścia rodzajów bananów,  ananasy, mango, soczyste arbuzy. Zielone i czerwone curry, kokosowe zupy i bogactwo owoców morza – wszystko to na ostro, bardzo ostro! Mnóstwo uliczny kuchni kusi zapachami, piękne Tajki zapraszają do stylizowanych na czasy kolonialne restauracji. A obok tego wszystkiego przepiękne, kolorowe, zabytki: figury smoków i demonów, posągi Buddy, złote stupy i pagody. Taka jest baśniowa Tajlandia.

***

Bangkok w języku tajskim pisze się następująco: กรุงเทพมหานคร อมรรัตนโกสินทร์ มหินทรายุธยามหาดิลก ภพนพรัตน์ ราชธานีบุรีรมย์ อุดมราชนิเวศน์ มหาสถาน อมรพิมาน อวตารสถิต สักกะทัตติยะ วิษณุกรรมประสิทธิ์, czyli Krung Thep Mahanakhon Amon Rattanakosin Mahinthara Ayuthaya Mahadilok Phop Noppharat Ratchathani Burirom Udomratchaniwet Mahasathan Amon Piman Awatan Sathit Sakkathattiya Witsanukam Prasit

***

Tekst i fotografie: Tomasz Bonek

Dodaj komentarz